New Game Plus

Bardzo mi zależało, żeby ten wpis pojawił się właśnie dzisiaj.


W tym dniu, dokładnie 16 lat temu, odbyła się europejska premiera gry Suikoden II. Stworzony przez Konami i wydany na konsolę PlayStation tytuł zawierający wszystkie cechy, jakie powinna posiadać gra idealna: wciągającą  fabułę, zapadające w pamięć postaci, doskonałą oprawę audio-wizualną, przyjazny gameplay i wiele innych. To wystarczyło, żebym poświęcił się tej grze do reszty i zagrał w nią 25 razy.

Dokładnie tak – 25 razy ograłem jeden tytuł. Przeczesałem każdy możliwy zakątek, rozmawiałem z każdym możliwym NPC i poznałem wszystkie zakończenia. Całą grę znam na pamięć, a mimo tego wciąż do niej powracam z ogromną rozkoszą. Dlaczego? Cóż, może dlatego, że moje podejście do wirtualnego świata zmieniło się przez te wszystkie lata, a Suikoden II po części stał się jego „ofiarą”.

Mam 25 lat. Wciąż jestem młody, ale mam wrażenie, że starzeję się szybciej niż powinienem. Sygnały docierały do mnie już wcześniej, jednak największy cios padł podczas ostatniej edycji Pixel Heaven. Kiedy mój znajomy ze śp. „NEO Plus” (Mielu, pozdrawiam!) przedstawił mi grę, nad którą on i jego zespół pracują, miałem małe problemy ze zrozumieniem mechaniki, a samo granie szło mi dość topornie, więc ogarnięcie całości zajęło mi trochę czasu. Po mnie przy laptopie z grą usiadł dzieciak, na oko w wieku gimnazjalnym, który chwilę po wciśnięciu „Start” zaczął szarpać w ten tytuł niczym zawodowiec (przypominam: gra niedokończona, pierwszy publiczny pokaz). A my, dwie stare pierdoły, siedzimy obok i się temu przyglądamy.

Z tej historii wyłania się następujący obrazek: cały growy świat poszedł mocno do przodu – co roku wydawanych jest więcej gier, niż jesteśmy w stanie ogarnąć, które jakością przewyższają wszystko to, co my – pokolenie wychowane w latach 80. i 90. – widzieliśmy do tej pory na ekranach naszych monitorów, a współczesny gracz to taki, który jest zawsze „na czasie”, a nowe gry nabywane przez niego już w dniu premiery nie mają przed nim żadnych tajemnic. A gdzie ja w tym czasie jestem? Cóż, kiedy cały ten świat i jego uczestnicy pędzą do przodu, ja trzymam się gdzieś na uboczu i starając się iść swoim tempem patrzę na to wszystko ze spokojem. Dlaczego?

Dlatego, że jako gracz mogę czuć się w tyle za innymi, ale jako dziennikarz growy mam inne priorytety. Nie chcę ścigać się z wydawcami, żeby usilnie napisać recenzję jakiejś świeżynki, nie chcę za wszelką cenę być „trendy” – moim głównym celem jest zanalizować, zrozumieć i opisać świat, w którym żyję od ponad 20 lat. Zdecydowanie bardziej wolę ogrywać jakąś grę 25 razy, żeby zebrać na jej temat wszelkie informacje, poznać wszystkie tajemnice i czerpać przy tym radochę, niż żyć od jednego tytułu do drugiego dla samych napisów końcowych. Zamierzam cofać się do przeszłości nie tylko dla nostalgii, ale też po to, aby wyciągnąć z niej wnioski na przyszłość. Chcę pisać o zjawiskach, które występują tu i teraz, ale mało kto je zauważa; o grach, o których nikt nie słyszał lub grać nie zamierza; o ludziach, którzy dla swojej życiowej pasji robią najprzeróżniejsze rzeczy, i to nie tylko w gamedevie. Chcę napisać krótki komentarz do bieżących wydarzeń i zająć się bardziej obszerną publicystyką. Pragnę połączyć ze sobą wiedzę o grach i branży growej z umiejętnościami dziennikarskimi, jakie nabywałem przez lata na różnych portalach i pismach o grach, na studiach, a następnie pracując już na serio w zawodzie, żeby móc przedstawiać własne opinie i zebrane na dany temat informacje w formie przystępnej dla każdego.

Innymi słowy: chcę na tym blogu wyżyć się twórczo!

Właśnie dlatego powstał ten blog. To na nim zamierzam publikować swoje komentarze, felietony i artykuły, które wciąż kłębią się w mojej głowie i szukają jakiegoś ujścia, dotyczące gier, branży i innych zjawisk z nimi związane, a których nikt przy zdrowych zmysłach ich nie opublikował. To na nim będę się „wyżywać” w chwilach wolnych od pracy. To na nim będę dalej szlifować swój warsztat, nad którym pracuję już od jakichś 10 lat.

Prawdopodobnie nie będę tak świetnym recenzentem, jak Quaz (Tomek, pozdrawiam!), ani nie będę pisać tak ciekawych tekstów, jak ekipy z Ustatkowanych Graczy czy Jawnych Snów. Ale przynajmniej będę robić to, co lubię i potrafię. Bo grunt to po prostu robić swoje i czerpać z tego radochę. I tego zamierzam się trzymać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *