Nieinteligentny człowiek o słowach Sapkowskiego

Ojciec sagi o Wiedźminie przyznał w sposób dosadny, że stracił kontrolę nad swoim tworem. I przy okazji obraził sporo osób.


Artyści to dość specyficzna grupa ludzi. Lubimy ich za książki jakie napisali, muzykę jaką skomponowali, filmy jakie nakręcili itd. Jednak część z nich z racji tego, że przez swoją sławę często żyją oderwani od rzeczywistości w swoim małym świecie, w obyciu z innymi ludźmi potrafią być naprawdę nieprzyjemni.

Kimś takim jest na przykład Andrzej Sapkowski, autor „Wiedźmina”. Podczas spotkania ze swoimi fanami na Polconie nie szczędził słów tym, którzy tak naprawdę przyczynili się do popularności wiedźmińskiej sagi.

Dostało się Adrianowi Chmielarzowi za to, że ten nie dał Sapkowskiemu egzemplarza gry, która koniec końców nigdy nie powstała, o pieniądzach nie wspominając (choć sam Chmielarz twierdzi, że pisarz pieniądze dostał i pewnie mu chodziło o tantiemy). Ekipie CD Projekt RED i jej trylogii, że ta „narobiła mu mnóstwo smrodu i gówna”, bo „ludzie odrzucali książkę, mówiąc, że to nie jest nowe, że to jest game-related”. A przecież, jak twierdzi, wszystkie przekłady „były dużo wcześniej niż gra” i to gra wykorzystała jego popularność, a nie na odwrót. I na samym końcu o samych grających:

„Znam parę osób, które w tę grę grało, ale niewiele takich osób znam, bo obracam się raczej wśród ludzi inteligentnych”.

Czy w takim razie któraś z tych inteligentnych osób może wytłumaczyć panu Sapkowskiemu, dlaczego o jego książkach usłyszano za granicą dopiero po wydaniu pierwszej części gry CDPR, a nie „Ostatniego życzenia” w 1993 r.? Dlaczego otrzymał World Fantasy Award i trafił na listę bestsellerów „New York Times” miesiąc po premierze Dzikiego Gonu? I ilu nowych czytelników przez to zyskał za granicą, a nawet w Polsce?

Sapkowski nie po raz pierwszy dyskredytuje rolę gier w sukcesie jego sagi i używał przy tym niewybrednych słów, jednak tym razem posunął się dalej obrażając graczy i tym samym swoich fanów. To przykre, że człowiek, któremu zawdzięczamy wiedźmiński świat wylewa żółć na tych, bez których nie zyskałby międzynarodowego uznania. Ale co ja tam mogę wiedzieć – przecież nie obracam się wśród ludzi inteligentnych. W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak zastosować się do rady krążącej po internecie: „Sapkowskiego warto czytać, ale nie należy słuchać”.