Mój powrót do wirtualnej rzeczywistości

Przez ostatnie kilka lat wmawiałem sobie, że gogle VR to tylko bardzo drogi dodatek do gier tworzonych naprędce w Unity. Dziś uważam, że może to być faktyczna przyszłość gammingu, o ile technologia wirtualnej rzeczywistości zostanie należycie użyta.

Moja pierwsza styczność z VR miała miejsce kilka lat temu, kiedy to przetestowałem możliwości Oculus Rift na symulatorze przejażdżki kolejką. To było całkiem fajne przeżycie i dobra prezentacja możliwości nowej zabawki. Późniejsze produkcje (a w zasadzie szkice lub projekty w fazie testów) wzbudzały we mnie przekonanie, że w tej technologii drzemie moc, która tylko czeka na to, aż zostanie uwolniona i pokaże, na co naprawdę ją stać.

Jednak przez następne kilka lat nie natrafiłem na nic, co w moim odczuciu w pełni wykorzystywałoby właściwości gogli VR. Zamiast tego byłem zalewany kolejnymi mini-projektami tworzonymi przez studentów (choć nie ukrywam, że na UNIT 9 VR Challenge trafiały się niezłe perełki), grami w wersji alfa i beta powstałymi na szybko w Unity czy „horrorami” najeżonymi infantylnymi jumscare’ami. Technologia VR była wtedy jednym wielkim poligonem doświadczalnym, do którego przez następne lata trafiało wszystko, bez ładu i składu i niekoniecznie wysokiej jakości, a gogle wirtualnej rzeczywistości traktowałem jako zbędny wydatek. Dlatego też postanowiłem odpuścić sobie zabawę VR przynajmniej do czasu, aż to się wszystko nie unormuje.

Od mojego postanowienia minęło kilka lat. Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nowe, lepsze czasy dla VR w końcu nadeszły. Coraz więcej branżowych wyjadaczy oswoiło się z nową technologią, a nawet powstają coraz to nowe firmy, których debiutanckie projekty bazują właśnie na wirtualnej rzeczywistości. I to wcale nie są crapy! Pojawiły się one niedawno chociażby na Pixel Heaven wraz z bajecznym Alice VR; na Warsaw Games Week z prostym, acz wciągającym Eagle Flight VR, ciekawie zapowiadającym się Batmanem oraz Resident Evil VII – prawdopodobnie pierwszym w serii, który mnie przestraszył (mimo, że ogrywałem zaledwie pierwsze kilka minut). Końcówka roku przyniosła kilka naprawdę solidnych tytułów i daje nadzieje na przyszłość. Możecie być pewni, że tym razem nie złożę broni i będę trwał w tym szaleństwie do końca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *