Wzmożona lekcja historii

Pęczniejące działy „retro” w czasopismach o grach i zapowiedź wydania magazynu poświęconemu starym dziejom to coś więcej, niż uderzanie w sentymentalną nutę.

W codziennym zalewie informacji na temat gier – zarówno nadchodzących nowości jak i tych, które już pojawiły się na rynku – można się pogubić. Sam bardzo często się o tym przekonuję. Newsy, zapowiedzi, wywiady, „making of” – ilość materiałów jest wręcz przytłaczająca i docierają do mnie z tak zawrotną szybkością, że nie jestem w stanie wszystkiego ogarnąć na czas. Nawet mój znajomy z „Neo Plus” powiedział wprost, że moją ścianę na Facebooku traktuje jak archiwum, bo umieszczam na nim linki do tekstów, które są mu znane od co najmniej 24 godzin.

Pierwotnie chciałem wstawić zdjęcie jakiejś sterty magazynów growych, ale zamiast tego wrzucam kawałek okładki świetnego filmu o pismach, na których się wychowałem
Pierwotnie chciałem wstawić zdjęcie jakiejś sterty czasopism o grach, ale zamiast tego postanowiłem wrzucić kawałek okładki świetnego filmu o pismach, na których się wychowałem. Warto obejrzeć

Dlatego nade wszystko wciąż cenię sobie prasę drukowaną. Wiem, że w dobie Internetu prasa jest dla młodszego pokolenia graczy czymś archaicznym, jednak po tylu latach sam nie jestem w stanie się od niej odzwyczaić. Zwłaszcza, że druk ma jedną (?) dość sporą przewagę nad globalną siecią: kupując co miesiąc prasę grową mam gwarancję, że redakcje przygotowujące wydania dostarczą mi solidną dawkę informacji z minionego miesiąca w taki sposób, aby nic nie umknęło mojej uwadze i wszystko zostanie wyłożone od A do Z.

Kiedy już uporam się z zaległościami przystępuję do lektury tego, co w pismach o grach najlepsze, czyli publicystyki. Uwielbiam czytać pogłębione wynurzenia ludzi mądrzejszych ode mnie, ciekawe teksty na aktualne tematy i te poświęcone „starym dobrym czasom”. Bardzo zajmująca strawa dla umysłu.

W miesięczniku "Pixel" teksty o retro grach stanowią większość
W miesięczniku „Pixel” teksty o retro grach stanowią większość

Chciałbym w tym miejscu zwrócić uwagę na jedną rzecz. Ci, którzy regularnie od 20 lat kupują prasę o grach mogli zauważyć, że tekstów dotyczących retro gamingu z roku na rok przybywało, aż w końcu w ogóle opuściły miejsca, w których obecnie dominują materiały stricte publicystyczne. Dzisiaj są to osobne byty: „CD-Action” i „PSX Extreme” dorobiły się pokaźnych działów poświęconym retro gamingowi, a świeżutki „Pixel” w większej mierze bazuje na tekstach właśnie z tej tematyki. Dodatkowo wydawca CDA zapowiedział wydanie magazynu „Retro”, a dawna ekipa z „Neo Plus” szykuje się do wydania „Kompendium+”, w którym należy spodziewać się „wielu odniesień do przeszłości”.

Dlaczego właśnie dziś, kiedy tyle nowości czeka na horyzoncie, tak dużo miejsca poświęcamy starym dziejom? Co takiego ciągnie nas do przeszłości – do czasów dwuwymiarowych pikseli i trzeszczących dźwięków wydobywających się z głośników?

Najbardziej oczywista odpowiedź, jaka się nasuwa, to to, że główną rolę odgrywa sentyment. To prawda, jednak niewykluczone też, że powody, dla których tekstów o retro gamingu jest dziś na pęczki, mogą być zupełnie inne. Osobiście obstawiam dwa z nich.

Najbardziej kompletny przewodnik po retro gamingu wydawany nieprzerwanie od 2004 roku
Najbardziej kompletny przewodnik po retro gamingu wydawany nieprzerwanie od 2004 roku. Może właśnie „Retro” będzie jego odpowiednikiem?

Po pierwsze, dużo czytamy/piszemy o retro gamingu, bo w końcu możemy sobie na to pozwolić. W salonach prasowych można zobaczyć półki uginające się pod ciężarem prasy historycznej, którym ze względu na okres, jakim się zajmują, nie brakuje tematów. Z kolei historia gier wideo liczy sobie „tylko” 40 lat (choć niektóre źródła podają, że początków należy się doszukiwać na przełomie lat 40. i 50. XX wieku). Redakcje powstałych w latach 90. pierwszych pism o grach w Polsce nawet gdyby bardzo chciały na swoich łamach zajmować się historią gier, to nie było wystarczająco materiału, nad którym dałoby się pracować. Dzisiaj, w dobie powszechnego dostępu do Internetu nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić dokładny reaserch i rozpisać się na kilka stron o grze na ZX Spectrum sprzed 30 lat. Ba, można nawet skontaktować się z jego twórcą na Twitterze.

Oh I 'member. 'Member Chewbacca? Yeah. And 'member AT-ATs? Member? Ey! Hey, 'member Ghostbusters? Ohh, I 'member. 'Member Slimer? Oh, I loved Slimer. 'Member? Ohh, I 'member.
Oh I ‚member. ‚Member Chewbacca? Yeah. And ‚member AT-ATs? Member? Ey! Hey, ‚member Ghostbusters? Ohh, I ‚member. ‚Member Slimer? Oh, I loved Slimer. ‚Member? Ohh, I ‚member.

Po drugie, czytanie o starych dziejach pozwala nam uciec od teraźniejszości. Brzmi to trochę jak gadka starego zrzędy, ale pozwólcie mi to wyjaśnić. Większą część środowiska graczy stanowią ludzie powoli dobiegający do trzydziestki, albo tacy, którzy dawno przekroczyli tę magiczną granicę (średnia wynosi 35 lat). To są osoby dobrze pamiętające czasy Atari, Amigi, ZX Spectrum i wielu innych platform oraz dawni czytelnicy „Top Secret” i „Secret Service”. Część z nich jakoś odnajduje się w dzisiejszym świecie, a część, jak były red. naczelny „PSX Extreme” Przemysław Ścierski, mówią wprost, że współczesne gry ich nie jarają. Dla obu tych grup czytanie o grach sprzed kilku dekad pozwala na chwilę odetchnąć od wspomnianego we wstępie zgiełku i czerpią przy tym przyjemność niewiele mniejszą od oglądania zwiastunu gry X w rozdzielczości 4K. Materiały traktujące o retro gamingu można zatem porównać do Member Berries – nostalgicznych jagódek z najnowszego sezonu South Park, do których uciekają mieszkańcy miasteczka zestresowani otaczającą ich rzeczywistością.

Niezależnie od powodów ta wzmożona lekcja historii prowadzona na łamach wszelkich pism o grach, a także na licznych stronach internetowych wyjdzie nam tylko na dobre. Nie tylko dlatego, że czytanie o starych grach sprawia mnóstwo frajdy (granie w nie również), a dla przyszłych i obecnych developerów stanowi pewien walor edukacyjny (uczenie się na błędach innych, przenoszenie znanych rozwiązań na współczesne tytuły itp.). Ale przede wszystkim dlatego, że dzięki temu w końcu jesteśmy w stanie zebrać w całość i uporządkować pokaźną wiedzę historyczną o naszej ulubionej gałęzi rozrywki dla przyszłych pokoleń. Jest co nadrabiać – w końcu mówimy tutaj o jakichś 40 latach. A czas płynie nieubłaganie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *