Trump a sprawa gamedevu

Podpisując dekret ograniczający wjazd do Stanów Zjednoczonym obywatelom niektórych państw muzułmańskich Donald Trump wywołał wojnę z liderami firm technologicznych, w tym także związanych z gamedevem. O tym, co będzie dalej, zdecyduje jego własne ego.

Zgodnie z nowymi przepisami, które zostały przyjęte w zeszłym tygodniu, mieszkańcy 7 krajów muzułmańskich nie będą otrzymywać amerykańskich wiz i zostaną pozbawieni prawa wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych, przynajmniej przez najbliższe 90 dni. Od tego momentu na lotniskach panuje chaos porównywalny do filmu „Terminal” z Tomem Hanksem, tylko w większej skali.

Swój protest już wyrazili m.in. Apple, Google, Facebook, Amazon, IBM i Yahoo, gdyż wielu ich pracowników pochodzi spoza Stanów Zjednoczonych, w tym także z krajów objętych obecnym zakazem wjazdu.

Także amerykański gamedev nie pozostał obojętny i również postanowił wyrazić swój sprzeciw wobec polityki nowego prezydenta.

Kilka dni temu organizatorzy Game Developers Conference zapowiedzieli na Twitterze pomoc dla tych osób, które przez nowe prawo nie mogą uczestniczyć w konferencji.

Kilka osób z branży zapowiedziało swój brak udziału na GDC, albo wsparcie finansowe dla organizacji sprzeciwiających się polityce Trumpa.

Z kolei Entertainment Software Association wystosowało nawet oświadczenie, w którym jasno i wyraźnie podkreślono, jakie korzyści dla amerykańskiego gamedevu niesie za sobą sprowadzanie utalentowanych specjalistów zza granicy.

Nie dalej jak wczoraj Insomniac Games opublikowało materiał filmowy, w którym szef studia, Ted Price, tłumaczy, że nowe prawo skrzywdzi jego firmę.

Losy amerykańskiego gamedevu (i nie tylko zresztą) stoją zatem pod znakiem zapytania. Z jednej strony przedstawiciele branży stanowczo reagują na nowe prawo. Z drugiej mamy nieobliczalnego przywódcę Wolnego Świata, który za niecałe 90 dni może zdecydować o permanentnej blokadzie granic w imię bezpieczeństwa obywateli USA. A znając jego niechęć do muzułmanów, jest to więcej niż prawdopodobne.

Efekt tej batalii poznamy pewnie za jakiś czas, ale już teraz wiadomo, że największe straty obejmie tamtejszą branżę. Nie dość, że już teraz firmy nie będą w stanie ściągnąć do siebie utalentowanych ludzi, którzy znają się na tworzeniu gier (patrz przykład: Navid Khonsari i jego kariera w Rockstar czy Mohammad Alavi w Respawn Entertainment), to jeszcze całkiem niewykluczone, że polityka nowego prezydenta USA w niedalekiej przyszłości może zrazić twórców ze „zbanowanych” krajów do tamtejszego rynku gier.

Oczywiście, wszyscy są świadomi tego, że to nie wina branży, tylko władz USA. Jednak nowy prezydent na tę chwilę nie chce słyszeć o takich bzdetach, jak „konsekwencje” i „odpowiedzialność”. Póki jego gawiedź jest zadowolona, to wszystko jest OK. Ciekawi mnie tyko, czy jego podobne działania na dłuższą metę nie doprowadzą do przeniesienia się firm do innych krajów poza USA np. do Kanady?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 + 5 =