Mielonka z jeża

Najgorsza rzecz, jaką może spotkać dziennikarza growego, to świadomość bycia wiecznie niedoinformowanym. Ale w tej branży trudno jest przebrnąć przez wszystkie informacje i wybrać to, co najistotniejsze.

Czas jakiś temu zrobiłem sobie post od czytania mediów growych, wliczając w to miesięczniki (mam rok w plecy z CD-Action i Pixelem), a także od regularnego blogowania (o ile można tak nazwać jeden wpis na miesiąc), żeby nieco ułożyć to i tamto w swoim życiu.

Kiedy w końcu powróciłem do swojego wirtualnego świata, nie wiedziałem za co się złapać. Ogrom informacji, jaki miałem do przyswojenia od czasu przerwy przytłoczył mnie swoimi rozmiarami. Od lat piszę o gracz i mogę powiedzieć, że wchłonięcie dziennej dawki wiedzy na ich temat z różnych źródeł nieraz dawało mi popalić, ale takiej zadyszki nie miałem od dawien dawna.

Gdzie nie spojrzałem czekały mnie przede wszystkim zapowiedzi nowych gier, nowinki z nimi związane, plotki, ploteczki i cała masa innych zwykle bardzo krótkich materiałów, których ogarnięcie i tak w sumie zajęłoby mi dwa, a nawet trzy razy tyle czasu, co mój „urlop”. Do tego dochodzi cała masa dłuższych form dziennikarskich: felietonów, artykułów, recenzji. Zawsze czytałem je po przerobieniu tzw. prasówki, ale teraz nie miałem na nie czasu.

Ilość to jeszcze nic, problem jest też z jakością. Przyjmijmy na chwilę, że pojawia się nowa gra z Soniciem (wiem o Sonic Mania, ale chodzi mi o sytuację czysto teoretyczną). Oprócz pierwszych plotek i wstępnych zapowiedzi o rozmiarach nie większych niż trzy akapity, czytelnik dostaje dużo tekstów okolicznościowych np. Top 10 najlepszych/najgorszych gier z Soniciem; Dlaczego nowa gra z Soniciem będzie do dupy; Wątek miłosny w grach z Soniciem – czy to jest możliwe? itp. itd. etc. Temat jednej gry jest mielony do czasu pojawienia się recenzji.

Ja rozumiem, że Internet jest potężnym medium i jest w stanie przechować u siebie multum informacji, ale to nie powód, żeby go zaśmiecać. Ilość zwykle odbija się na jakości – cała para idzie na informowaniu o pierdołach, zamiast skupić się na stworzeniu czegoś, co ma jakąkolwiek wartość.

W tym momencie naprawdę namawiam do docenienia roli prasy w ogóle. Jeśli weźmiecie do ręki np. lokalny dziennik zwróćcie uwagę na to, w jaki sposób podawane są informacje: w kolumnach na brzegach papieru krótkie newsy, a resztę gazety zajmują nieco dłuższe formy. To samo jest z miesięcznikami o grach: informacje o tym, co działo się w ostatnim miesiącu mieszczą się na dwóch, góra trzech stronach, a całą resztę magazynu uzupełniają autorskie teksty.

Mnie osobiście marzy się taki portal, gdzie na boku znalazłoby się miejsce dla pojawiających się w czasie rzeczywistym drobnych newsów, których treść zmieściłaby się nawet w 140 znakach, czyli tyle co wpis na Twitterze. To pozwalałoby na szybkie ogarnięcie informacji z całego dnia poprzez jeden rzut oka. Pozostałą część portalu stanowiłyby dłuższe formy dziennikarskie: artykuły, felietony, zapowiedzi, recenzje, polemiki, wywiady itp., żeby czytelnik miał szerszy ogląd na świat i dostał wyczerpującą wiedzę na dany temat.

Czy kiedykolwiek doczekam się takiego miejsca? W najbliższym czasie raczej wątpię, choć już teraz w kilku miejscach widzę, że dobra publicystyka powoli staje się coraz mocniejszym punktem na portalach, niż to miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Artykuły nie stanowią już tylko zbioru ciekawostek, ale przede wszystkim odnoszą się do spraw bieżących i analizuje się w nich zjawiska zachodzące w branży i nie tylko. To dobry znak i nadzieja na to, że w przyszłości materiały utalentowanych autorów będą jeszcze lepiej promowane. Byleby nie zaginęły w informacyjnym gąszczu.