Chcieć za mocno

Nie mam nic przeciwko, jeśli gra wymaga ode mnie pełnego zaangażowania emocjonalnego. Pod warunkiem jednak, że robi to w sposób umiejętny i nie na siłę.

Robiąc czas jakiś temu porządki w mieszkaniu. Głównie wiązało się to z przeniesieniem z punktu A do punktu B ważących kilka ton pism o grach, jakie uzbierałem na przestrzeni kilkunastu lat. To była też dobra okazja do powspominania sobie o czasach, kiedy samemu próbowało się to i owo do prasy drukowanej napisać.

Na przykład natrafiłem na numer śp. Neo Plus sprzed 5 lat, w którym debiutowałem dużym artykułem na temat „uczuć w grach”. W dużym skrócie, chodziło o to, w jaki sposób wykorzystuje się technologię w grach do zawierania w nich emocji i wywoływania ich u graczy. Pretekstem do napisania tego tekstu był materiał filmowy z tech-demem, na którym ekipa z Quantic Dream chwalił się możliwościami swojego ówcześnie budowanego silnika.

Choć film jest krótki, wywołał niemałe zamieszanie i przez dłuższy czas był na ustach wszystkich graczy. Nie powiem, historia androida imieniem Kara, który w dość brutalny sposób dowiaduje się czym jest strach, oraz sposób, w jaki to wyraża, również zrobiła na mnie duże wrażenie. Tak duże, że aż musiałem razem z kolegą Grzegorzem, z którym tworzyliśmy materiał do Neo Plus, podzielić się pewnym spostrzeżeniem dotyczący przyszłości gier.

W dużym skrócie: możliwość wykorzystania talentu prawdziwych aktorów oraz rozwój technologii sprawił, że współczesne gry mogą zaserwować nam coś więcej, niż tylko umiejętnie zlepiony kawałek kodu. Patrząc na to z perspektywy czasu uważam, że obecnie producenci do perfekcji opanowali wykorzystanie gry aktorskiej w swoich grach, dzięki czemu mogą przekazać w nich prawdziwe ludzkie uczucia i emocje.

Mam jednak jedno „ale”. Miecio Mietczyński uknuł kiedyś takie określenie, które bardzo mi się spodobało – „chcieć za mocno”. Dotyczy ono tego, że w filmie dana scena (ba, niekiedy nawet cały film) jest odgrywana do granic przesady, tj. aktor aż nadto wczuwa się w rolę, scenografia jest tak bardzo rozbudowana, by jak najmocniej potęgować atmosferę, a napięcie budowane wokół sceny jest zbyt mocno podkręcone. Wszystko po to, aby za wszelką cenę przekazać lub wywołać jakąś emocję, a w efekcie wychodzi z tego karykatura.

Jednym z najlepszych tego przykładów „chcieć za mocno” w grach jest Heavy Rain. Od razu powiem, że tytuł mnie porwał, choć scenariusz przypomina szwajcarski ser. Największy zarzut mam do scen Ethana Marsa. David Cage pragnie zrobić z niego pogrążonego w depresji po stracie jednego z synów ojca, który gotów jest poświęcić swoje życie, by uratować drugiego. Tym samym dostajemy mnóstwo momentów z wiecznie zmartwionym Ethanem, który przeżywa swoje wewnętrzne rozterki, a nawet jest jest bliski popełnienia samobójstwa. Ok, ja to kupuję. Ale sposób, w jaki przedstawiono początki jego stanu woła o pomstę do nieba.

Kiedyś została przeprowadzona ankieta, z której wynikało, że historia Ethana jest najbardziej depresyjna ze wszystkich bohaterów z gry i powoduje najczęstszy płacz. Może to zabrzmi zbyt brutalnie, ale osobiście nie znalazłem powodu, abym mógł się utożsamić z Ethanem, albo chociaż mu współczuć. Pamiętacie, jak stracił pierwszego syna, Jasona? Pamiętacie z czyjej to było winy i dlaczego Jasona? Właśnie przez taki jeden głupi błąd nie jestem w stanie w żaden sposób się zaangażować. Może gdyby śmierć jego syna została pokazana inaczej i gdyby dobitnie wskazywała na winę Ethana, to byłoby inaczej. A zamiast tego na każdym kroku serwuje mi się kolejne pokłady depresji i całą serię smutnych obrazków z Ethanem w roli głównej. Bo pan Cage chce, żebym czuł się źle. Bo tak.

Oczywiście są też i takie tytuły, gdzie technologia oraz talenty aktorskie mogą iść w parze ze świetnym scenariuszem, czego przykładem może być choćby L.A. Noire – postacie zachowują się w sposób naturalny i odpowiednio do sytuacji, bez zbędnej przesady. Jednak osobiście wlałbym, aby dla bezpieczeństwa przyszłych gier więcej czasu spędzono przede wszystkim na dopieszczaniu scenariuszy, by dla pewności miały one ręce i nogi. A jeśli już ktoś rzeczywiście chce wyciskać łzy, to niech chociaż postara się o to, abym miał ku temu sensowny powód.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *