18 lat z Simsami cz. 1 – Pierwszy dzień na nowym osiedlu

Ponieważ  jedna z najlepszych i najlepiej sprzedających się gier na PC osiągnęła w tym roku pełnoletniość, postanowiłem to uczcić na swój sposób – dzieląc się wspominkami podczas ogrywania pierwszej odsłony The Sims przeszło 18 lat temu.

The Sims pojawiło się moim w domu nagle. Nie pamiętam dokładnie w jakich okolicznościach ani kiedy, ale pamiętam, że wersja, którą posiadałem… powiedzmy, że o jej istnieniu panowie z Electronic Arts raczej nic nie wiedzieli. Była to podpisana markerem płyta CD, a na jej opakowaniu była wydrukowana w domowej drukarce oryginalna okładka i to w tak niskiej rozdzielczości, że widocznym ziarnem można było zasiać całe pole.

Od zewnątrz wyglądało to strasznie i odpychająco, ale dla mnie najważniejsze było to, co pojawiło się na ekranie po odpaleniu gry. A tam czekało na mnie wielkie osiedle domków, charakterystyczna muzyka, ten ogrom możliwości, jakie stały przede mną otworem… oraz brak jakiegokolwiek rozeznania w tym, co mam robić.

Serio, nawet pomimo spędzenia nieco czasu w domu-samouczku państwa Nowak, każdy krok, jaki stawiałem w grze, poprzedzałem pytaniem „no dobra, i co teraz?”. Ok, stworzyłem rodzinkę i nadałem im jakieś cechy. I co teraz? O, muszę kupić im dom. Ok, teraz co? Jakieś meble by się przydały. Kupiłem chyba wszystko, oprócz lodówki. Trzeba by znaleźć jakąś gotówkę. Może sprzedam okna? Ale czy nie będzie za ciemno? Wypadałoby poszukać jakiejś pracy.

Itp. Itd. Etc.

Pierwsza para Simów, jakich stworzyłem niespecjalnie za sobą przepadali. A może raczej powinienem napisać, że się wręcz nienawidzili. Natomiast jakiekolwiek działania z mojej strony tylko ten konflikt zaogniały. Moje architektoniczne dzieło, zwane dla beki „domem”, miało tak wąskie korytarze, że jego mieszkańcy cały czas blokowali się nawzajem w przejściu, rzucając w swoją stronę „spiczaste” dymki rozmowy. Z kolei prace, które znaleźli w lokalnej prasie urągały ich wiedzy (?) i umiejętnościom (??), przez co trudno im było awansować. A wydatki się piętrzyły, aż w końcu także w lodówce zadomowiła się pustka.

This is fine. I’m okay with the events that are unfolding currently.

Jakby tego było mało, w domu coś się zepsuło. Kazałem jednemu ze swoich ludków zadzwonić po fachowca, bo przecież nikogo nie nauczyłem Techniki, bo nie było w domu biblioteczki, bo nie było ich stać na kupno takowej (i tak szczęście, że chata nie poszła z dymem podczas gotowania posiłków). Po wykonaniu swojej pracy okazało się, że w międzyczasie mój drugi Sim zapłacił ogromny rachunek, przez co zabrakło pieniędzy na zapłatę za naprawę. Fachowiec, niczym niezrażony, w zamian wziął… lodówkę.

Na sam koniec mojej przygody z The Sims tego dnia, moi Simowie postanowili się pobić, a po bójce pani Sim uznała, że nie będzie mieszkać pod jednym dachem ze swoim mężem i po prostu wyszła. Pan Sim w końcu zmarł z głodu. Dobrze, że nie mieli dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *