18 lat z Simsami cz. 2 – Ciężki przypadek państwa Ćwir

Sąsiedzi w Simsach to podstawa. Bez nich nasze małe wirtualne alter ego czuje się samotne i nie może awansować w pracy (do dziś nie mam pojęcia, co jedno ma wspólnego z drugim). Ale tylko z rodziną Ćwirów miałem na pieńku i to już od ich pierwszej wizyty. I kolejnej, i kolejnej, i kolejnej…

Henryk Ćwir pojawił się u progu drzwi do domu mojego Sima jako pierwszy. Smukła sylwetka, schludny, marynarka i spodnie w kant, na twarzy wąsik ala Clark Gable. Z wyglądu w porządku. Problem pojawił się, kiedy otworzył usta (tak, wiem że Simowie nie otwierają ust nawet podczas jedzenia, ale na tę chwilę dajmy z tym spokój). Pojęcia nie mam, o czym rozmawiał z moim Simem, ale po pojawiających się nad ich głowami co chwilę „minusach”, które symbolizują psującą się relację między nimi, mogę wywnioskować, że to nie było nic miłego. I co gorsza, to zwykle on inicjował rozmowę.

Jakby tego było mało, nie dość Henryk okazał się być bucem, to jeszcze świnią. Facet wszedł do domu jak do siebie, zjadł obiad przygotowany dla mojego Sima, a korzystając z toalety nie tylko ją zatkał, ale też „zaplamił” podłogę. Już Nowakowie, którzy swoją aparycją przypominają Ferdka i Halinkę Kiepskich, zachowywali się zdecydowanie lepiej. A już na pewno byli lepszymi sąsiadami.

Koniec końców mój Sim grzecznie Henryka wyprosił, a ten się jeszcze obraził. Szczyt bezczelności sięgnął zenitu, kiedy ten… zadzwonił do drzwi następnego dnia.

Czytam zawarty w grze opis Henryka:

Przyjazny i otwarty. Henryk otrzymał nieco staromodne wychowanie, ale potrafił przystosować się do wymogów nowoczesności. Jest wielkim miłośnikiem owadów.

Któregoś dnia z czystej ciekawości postanowiłem sprawdzić, jak wygląda dom i życie państwa Ćwir. Wbrew pozorom to była bardzo pouczająca podróż.

Na stronie Simspedii czytam całą historię rodu. Ich drzewo genealogiczne jest imponujące – Ćwirowie (w oryginalnej wersji gry nazywali się Goth) pojawili się w każdej odsłonie The Sims! Henryk i jego rodzina – żona Majka i córka Kasandra – to trzecie pokolenie.

Cała trójka mieszka w bardzo stylowym domku przy Alei Simowej 5. Na parterze kuchnia, niewielki salon, łazienka i sypialnia Henryka i Majki. Drzwi od kuchni wychodzą na werandę z wielkim stołem, przy którym rodzinka je posiłki. Na drugim piętrze w „wieżyczce” pokój Kasandry. Od północnej strony osobliwy widok z okna na niewielki ogródek z rodzinnym cmentarzem pośrodku.

Henryk – naukowiec na stanowisku „królik doświadczalny”. O tym, że jego zachowanie nijak nie pasuje do opisu w grze już się przekonałem wcześniej.

Jego żona, Majka, nie pracuje. W ciągu dnia zajmuje się domem, opłakuje zmarłych i sprowadza sąsiadów na pogaduchy albo, podobnie jak mąż, sama się do nich wprasza. Ubrana w czerwoną sukienkę (mówiąc o krągłościach i to w dodatku w grze, gdzie kanty modeli postaci aż kłują w oczy, otarłbym się o przesadę) przychodzi z drobnymi podarkami i zwraca się zalotnie dosłownie do każdego. Efekty zalotów bywają różne.

Córka Kasandra chodzi do szkoły. Włosy spięte w dwa warkoczyki, okulary z ogromnymi oprawkami i ubrana w strój szkolnego kujona (spódnica do kolan i koszula z kieszonką na długopisy). Zresztą, ona jest kujonem. Ocena w szkole nigdy nie schodzi poniżej 5+, a jej ulubiona rozrywka to odrabianie lekcji. Mimo posiadania skrzyni z zabawkami rzadko do niej zagląda. Gdy tylko przychodzą goście zachowuje się niezwykle irytująco i uporczywie. Jeśli bawi się ze swoimi rówieśnikami, to zwykle w berka w pobliżu cmentarza.

Wesoła rodzinka w komplecie

Z powyższego opisu wyłania się obrazek raczej normalnej (na tyle, ile tylko możliwe) rodzinki, jednak niezwykle irytującej. Ilekroć wprowadzałem kogoś nowego do sąsiedztwa, Henryk był pierwszą osobą, która pojawiała się przed drzwiami domu, jego żona smaliła cholewki do kogo się da i to nawet mimo obecności swojej drugiej połówki tuż obok (o telefonach późnym wieczorem już nawet nie wspomnę), a dzieciak starał się zwrócić na siebie uwagę w wyjątkowo upierdliwy sposób.

Wielokrotnie uprzykrzałem im życie: zamurowałem w domu, skłóciłem ich ze sobą albo sprawiałem, żeby spłonęli w pożarze. Jednak mimo moich sadystycznych zapędów nigdy nie odważyłem się wcisnąć przycisku „zapisz grę”, coby na zawsze wymazać ich z osiedla. Zamiast tego postanowiłem wykonać mniej drastyczny krok. Po prostu nigdy nie otwierałem im drzwi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 + 6 =