Nie każdy musi być superbohaterem

Nie, nie umarłem. I nie, nie rzucam pisania o grach (choć mało brakowało, aby tak się stało, ale o tym kiedy indziej). Po prostu miałem dłuższą, nieplanowaną przerwę od pisania czegokolwiek, co nie jest związane z moją obecną pracą. Jednak dzięki temu doświadczeniu nauczyłem się dwóch rzeczy: jak cenną wartość dla człowieka stanowi czas wolny i dlaczego nigdy nie będę Spider-Manem.

Miałem to szczęście, że jakiś miesiąc temu udało mi się upolować Spider-Mana na PS4 po atrakcyjnej cenie. I muszę przyznać rację wszystkim tym, którzy pisali wszem i wobec, że jest to nie tylko najlepsza gra o człowieku-pająku – Insomniac Games dostarczyło solidnego kandydata do gry roku. Jako wieloletni czytelnik komiksów Marvela o Spider-Manie nie mogłem liczyć na nic lepszego. Z niecierpliwością czekam na kontynuację.

W idealnych adaptacjach najbardziej podoba mi się to, jak ich autorzy starają się jak najbardziej kurczowo trzymać się materiału źródłowego. Nie inaczej jest w przypadku dzieła Insomniac Games. Bowiem ta gra to nie tylko historia o superbohaterze, ale również o zwykłym chłopaku z sąsiedztwa, Peterze Parkerze.

Każdy, kto miał styczność z komiksami o Pająku doskonale wie, jak trudno było Peterowi połączyć ze sobą życie superbohatera z życiem przeciętnego gościa z dużego miasta. Z jednej strony chce po prostu żyć i robić to, co lubi najbardziej. Z drugiej jest cała masa obowiązków i zobowiązań, które musi wykonać, bo – jak mawiał wujaszek Ben – wraz z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Niemniej jednak Peter dawał sobie z tym radę, z większym lub mniejszym powodzeniem. I za to do dziś bardzo mu zazdroszczę.

Ostatnie miesiące pokazały mi, że praca, czyli moja odpowiedzialność, zajmuje zdecydowaną większość mojego czasu. Po ośmiu godzinach (nierzadko z dużym hakiem) pracy wracam do domu, żeby… znowu pracować. Ledwo widziałem na oczy, wszystko mnie bolało i nie kontaktowałem z rzeczywistością. Bywało tak, że wyłapywałem jedynie co trzecie słowo, jakie ktoś do mnie wypowiedział. Nie była i nadal nie jest to normalna sytuacja, ani tym bardziej zdrowa. Dlatego od dłuższego czasu staram się rozplanować swój dzień w taki sposób, aby mieć czas na jakikolwiek odpoczynek. Każdą możliwą wolną chwilę po pracy spędzam na drzemce, graniu w niedawno rozpoczętą grę albo czytaniu ulubionej książki. I to mi pomaga, jak jasna cholera. W końcu nauczyłem się, że życie na pracy się nie kończy i czasami potrzebuję regeneracji sił. Z kolei ratowanie świata zostawiam w tym czasie komuś innemu.