No Man’s Game

Twórcy No Man’s Sky obiecywali gruszki na wierzbie i teraz mają przez to problemy. Jakoś nie jest mi z tego powodu żal.

Ekipa z Hello Games obiecywała dostarczyć tytuł, który dosłownie zrewolucjonizuje rynek gier i wciągnie nas swoją wielkością. Napięcie budowano od momentu ujawnienia tytułu, hype rozciągnięto do granic możliwości. Słynna fotka z twitterowego konta Seana Murray’a obiegła cały świat i niemal rozsadziła cały Internet. W dniu premiery gracze otrzymali to, za co tak naprawdę zapłacili – bajkę o tym, jak duzi chłopcy chcieli na pięć minut mieć cały świat dla siebie.

Mówiąc najzupełniej szczerze, No Man’s Sky to jeden wielki bajzel: sporo rzeczy jest niedopracowanych i sporo zapowiadanych w ogóle nie pojawiły się w grze. Hallo Games milczy, Sean Murray na Twitterze pisze tylko o nowych łatkach poprawiających to i owo, a Sony oferuje zwrot pieniędzy dla tych, którzy poczuli się grą zawiedzeni (a takich jest niemało!). Gracze nie przebierają w środkach, gdy chodzi o krytykę: po Internecie krążą dowcipy na temat No Man’s Sky, widziałem przeróbki słynnego zdjęcia, a  nawet komentarze osób, którzy wprost twierdzą, że gry nienawidzą.

I na końcu mamy to:

nomansgame-stats

Dokładnie. Miesiąc po premierze gra nie ma nawet tysiąca aktywnych graczy na PC.

Nie jest to może rzecz, z której powinienem się cieszyć, ale nie będę też z tego powodu płakać, czy dodawać otuchy twórcom z Hello Games klepiąc ich po ramieniu i mówić „dobra robota”. Prawda jest taka, że rozbudzili oczekiwania wielu ludzi obiecując cuda na kiju, a gdy przyszło co do czego, to okazało się to nieprawdą. To już nie jest PR-owska zagrywka, ale zwykłe kłamstwo. I za nie trzeba odpowiadać.

Jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że na tym kłamstwie tracą wszyscy: developerzy, gracze, no i gra sama w sobie. Bo No Man’s Sky ma duży potencjał, by być całkiem dobrą grą, ale obawiam się, że po zszarganej reputacji nawet stu-gigabajtowa łatka może nie pomóc w odzyskaniu zaufania.