Nie chcę być wiecznie na smyczy online!

Konieczność bycia „always online” w jednoosobowych grach mobilnych powinna być prawnie zakazana.

Niedawno pobrałem sobie Fire Emblem Heroes – ostatnią odsłonę bardzo znanej serii gier strategicznych z elementami RPG od Intelligent Systems i Nintendo, tym razem przeznaczonej na smartfony. Nie powiem, próba przeniesienia FE z konsol przenośnych na smartfony jest całkiem udany. Niestety, dzień później pojawił się zgrzyt. Jadąc autobusem odpalam aplikację i widzę to:

Oczywiście wiedziałem już wcześniej, że FEH i nadchodzące Super Mario Run wymagają stałego podłączenia do internetu, tylko sądziłem, że do tego czasu ktoś w Nintendo się opamięta.

Dyskusja o always-online DRM toczyła się od ładnych kilku lat i końca tego sporu nie było widać. Z jednej strony słychać było zarzuty, że bycie ciągle online psuje zabawę tym, którzy mają słabe łącza, albo w ogóle ich nie mają; z drugiej pojawiały się tłumaczenia, że to jedyny sposób na walkę z piratami. Koniec końców okazało się, że argumentacja tej drugiej strony była wielce nietrafiona: always-online DRM nie tylko nie ograniczyło liczby nielegalnych kopii gier na rynku, ale też przez lata szkodziło tym osobom, którzy nabywali gry legalnie. Tym samym decyzją U.S. Copyright Office, od października 2015 r. każda gra z single-playerem, którego serwery są „martwe” od sześciu miesięcy, zostaje wyłączona spod nadzoru Digital Millennium Copyright Act, co oznacza brak always-on DRM.

Jednak problem, o którym chcę dzisiaj mówić dotyczy gier na smartfony. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć ideę stałego podłączenia z siecią w takich grach jak PokemonGO, Ingress, czy tych w rodzaju Football Manager, gdzie rywalizacja z innymi graczami to podstawa. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że to rozwiązanie w tego typu grach pomaga w wyeliminowaniu ewentualnych oszustów. Jednak za Chiny ludowe nie jestem w stanie pojąć, po kiego diabła coś takiego jest mi potrzebne w Fire Emblem Heroes!

Gry na mobilne urządzenia powinny dawać użytkownikowi chwilowy czas radochy w drodze do/z pracy, szkoły, a nawet w momencie, gdy znajomy spóźnia się na spotkanie. Tymczasem FEH, gra przeznaczona tylko i wyłącznie dla jednej osoby, wymaga ode mnie, żebym jednak miał ten internet włączony, bo ponieważ. Naprawdę, nie jestem w stanie wymyślić żadnego racjonalnego powodu stojącego za tą decyzją. Jestem za to w stanie wyobrazić sobie taką sytuację, w której siedzę w lokalu czekając na znajomego, nie ma zasięgu, a jedyna forma zabicia czasu (może poza jedzeniem) nie może zostać włączona z absurdalnego powodu. Smycz online nagle się zerwała, ale poza nią nie potrafię nic zdziałać.

Jednak nawet mając internet w telefonie równie dobrze wolę po prostu pobrać emulator GBA i zagrać na nim w pełnoprawnego Fire Emblem. Stare to i ograne, ale ta wersja przynajmniej nie nie zżera tyle danych sieci i baterii, co jego smartfonowy odpowiednik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen + 16 =