Bolączka świąteczno-noworoczna

Okres pomiędzy Wigilią a Sylwestrem to idealny moment do tego, aby zrobić rachunek sumienia, postawić sobie konkretny, choć niezwykle trudny cel na przyszły rok i zamknąć jeden z rozdziałów w moim życiu.

Oprócz mojej rodziny i grupki najbliższych mi osób, są też i takie osoby, które znają mnie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że gry wideo są w moim życiu dosyć ważne. Nie powinno zatem dziwić, że co roku znajduję pod świąteczną choinkę przynajmniej jedno pudełko z grą. Mnie takie prezenty zawsze cieszą, niezależnie od tego, czy jest to gra sprzed miesiąca czy sprzed kilku lat i jestem za nie zawsze bardzo wdzięczny.

Jest tylko jedno „ale”. Każdy taki prezent przyczynia się do powiększenia już nie kupki, ale ogromnej kupy wstydu, która gnije na mojej półce, na koncie Steam i GOG-u. Najlepszy przykład: kilka lat temu dostałem Far Cry 3 na PS3. Gra do dzisiaj czeka, aż ją ruszę, a jesteśmy w przededniu wydania piątej części! Całej sytuacji nie pomagają uruchomienie płatności w złotówkach na wymienionych platformach oraz multum okolicznościowych promocji i obniżek. Nie dało się oprzeć, zwłaszcza że takie okazje nie zdarzają się co dzień.

Wobec powyższego postawiłem, że przez co najmniej pół roku nie kupię żadnej gry dopóki nie przejdę tych, które już mam (nie licząc tych, które dostaję do recenzji).

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że ten cel będzie cholernie trudny do zrealizowania wobec świetnych gier jakie wyszły/wychodzą/wyjdą. To także jeszcze bardziej oddali mój plan kupna Switch. Z drugiej jednak strony taki odpoczynek bardzo się przyda mojemu portfelowi, a za te pół roku ceny najbardziej interesujących mnie tytułów zdążą spaść. Poza tym chcę być wierny temu, co napisałem w pierwszym wpisie: nie chce ścigać się z innymi na nowości, ale po prostu czerpać radochę z gier, nawet tych co mają po kilka(naście) lat.

Ostatnim moim zakupem okołogrowym w tym roku jest program GameMaker Studio 2 Desktop. To oznacza, że w przyszłym roku, bardziej niż na graniu, chcę skupić się na stawianiu pierwszych, nieśmiałych kroków w gamedevie. Czy coś z tego wyjdzie – to się zobaczy, a ocenę wystawię sobie za rok.

Druga ważna decyzja, jaką podjąłem nim zasiadłem do wigilijnego stołu, jest pewnego rodzaju symbolicznym zamknięciem jednego z rozdziałów w moim życiu. Otóż postanowiłem przenieść wszystkie numery Neo Plus i PSX Extreme, jakie nagromadziły się przez lata w moim pokoju, do piwnicy. Powód jest całkiem prosty: ten pierwszy od ładnych kilku lat niestety nie istnieje, a ten drugi przestałem czytać jakiś czas po zmianie wydawcy i niedługo po odejściu Ściery i części „starej” ekipy z redakcji. Wprawdzie co jakiś czas kupuję jakieś numery okolicznościowe np. 200 numer, osiemnastka, ale to już nie są te same emocje, co kiedyś. Wydoroślałem? Trudno powiedzieć, bowiem pomimo prawie trzydziestki na karku nadal chętnie kupuję magazyny o grach. W Polsce, oprócz PE, mamy jeszcze dwa: CD-Action, który „przeżył ich wszystkich” i stawiający na retro Pixel.

Ostateczny termin przenoszenia ważących ponad tonę magazynów z punktu A do B jeszcze nie został ustalony. Będąc w domu mogłem jedynie dokonać pierwszych przymiarek, co wiązało się z przekartkowaniem wszystkich numerów po kolei. I muszę przyznać, że świetnie się bawiłem robiąc taki swego rodzaju przegląd historii. „Po PS3 kolejna generacja konsol jest kwestią dwóch dekad”,  „kolejna generacja konsol w ogóle nie jest potrzebna”, „DLC to przyszłość”, „Far Cry to najładniejsza gra w historii”. „Peter Molyneux to geniusz”, „tworzenie gier wymaga dziś ogromnych nakładów finansowych”. Jeżu, jacy byliśmy głupi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × one =