Dzień na offie

Nowy rok to nie tylko próba realizacji noworocznych postanowienia, ale też kontynuacja tych sprzed roku. No, nie ma ich znowu tak dużo, bo tylko jedno, i nie jest znowu takie stare, bo ma zaledwie miesiąc. Ale za to jest bardzo ważne.

Obecnie moje życie kręci się wokół ekranu monitora. Zarówno w pracy, jak i potem w domu bardzo długo siedzę przed komputerem, przez co moje oczy wchłaniają potężną dawkę niebieskiego światła. Już teraz widzę (hehe), że mój wzrok nie jest taki, jaki był jeszcze ponad pół roku temu. Dlatego też postanowiłem, że przynajmniej jeden dzień weekendu w tygodniu odpuszczę sobie siedzenie przed komputerem i konsolą i zajmę się czymś innym.

Początki były cholernie trudne i nie zawsze mi się udawało. Ale kiedy przyszło co do czego, to nawet nie uwierzycie, jak bardzo ta decyzja w tak krótkim czasie zmieniła moje życie. Moje oczy odpoczywają, podczas gdy ja mam więcej czasu na robienie tych rzeczy, na które w tygodniu nie mam czasu, albo mam go bardzo niewiele. Dzięki temu mogę m.in. wchłonąć górę książek (to ta druga kupa wstydu), ćwiczyć rysowanie komiksów czy pisać różnego rodzaju teksty na brudno w moim kajecie (w tym także przyszłe notki na bloga i scenariusze do – być może – przyszłych gier). Przez to, że nic mnie nie rozprasza moja produktywność wzrosła – coś, na co jeszcze niedawno narzekałem, że znajduje się na dramatycznie niskim poziomie.

To wszystko może i brzmi śmiesznie, naiwnie, a nawet ktoś pewnie powie, że to jest bardzo oczywiste. Ale dla kogoś, kto z obowiązku siedzi przed komputerem po kilkanaście godzin dziennie, to jest duży wyczyn i zarazem nie lada wyzwanie. Osobiście mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się jeszcze bardziej skrócić czas przesiadywania przed ekranem monitora. Również i wam radzę raz na jakiś czas zrobić sobie taki detoks. Uwierzcie mi, że to zaprocentuje szybciej niż się wam wydaje.