Takie były czasy

Któregoś dnia siedziałem przy stole, piłem herbatę i robiłem szybki przegląd prasy na swoim telefonie. Nagle czytam o chłopaku ze Szwecji, Lucasie „Mendokusaii” Hakanssonie, którego ojciec wypisał ze szkoły, żeby ten został profesjonalnym graczem Overwatch. Tak czytam, czytam, potem przechodzę do komentarzy i czytam, jaki ten ojciec wspaniały, a ich rodzice to stare trepy.

Nie chcę być źle zrozumiany. To bardzo fajnie, że rodzic wspiera swoje dziecko w tym co kocha. Z kolei jeśli ktoś jest dobry, ma szansę się wybić i przy tym zarobić, to fakt braku dyplomu ukończenia np. szkoły średniej nie powinien być przeszkodą. Przynajmniej na razie.

Moi rodzice byli bardzo restrykcyjni, jeśli chodzi o edukację. Bardzo im zależało, żebym zdobywał tylko najlepsze oceny, żebym miał tylko same czerwone paski na świadectwach. Jednak będę z wami szczery i powiem, że nigdy nie byłem piątkowym uczniem i nigdy nie chciałem nim być. Latało mi koło dupy, że niektórzy moi co bardziej zdolniejsi koledzy mieli lepsze świadectwa ode mnie, a mimo to rodzice zawsze stawiali ich za wzór dla mnie.

To wszystko było dla mnie zbyt męczące, ponad moje siły i po prostu niemożliwe do osiągnięcia. Sytuacji nie pomagał fakt, że na każdym etapie kształcenia uczęszczałem do klasy matematycznej. To oznaczało, że absurdalne wymagania dotyczące mojej edukacji wzrosły niemal trzykrotnie (oprócz opanowania do perfekcji matmy musiałem też zaliczyć inne przedmioty na ocenę co najmniej bardzo dobrą!). Karuzela szaleństwa przyśpieszała wraz z upływem czasu, z dodatkiem sporadycznego szlabanu na komputer i inną formę rozrywki , a apogeum nastąpiło w klasie maturalnej – najbardziej traumatycznym okresie w moim życiu.

Jakiś czas po zdanej maturze (koniec końców, z bardzo średnimi ocenami na świadectwie z większości przedmiotów), w mediach co rusz pojawiały się artykuły o youtuberach, którzy zrobili kariery głównie na kręceniu filmików o tym, jak w coś grają. Jeden z takich tekstów przeczytała moja mama. Kiedy skończyła, zapytałem ją wprost o to, dlaczego cały czas zmuszała mnie do uczenia się kompletnie niepotrzebnych mi rzeczy zamiast kibicować mi w przekształcaniu mojego hobby w coś, na czym mógłbym się wybić i zarobić. Moja mama, ze znanym sobie spokojem, zdjęła okulary do czytania i powiedziała: „Paweł, takie były czasy”.

Od tamtego czasu mnóstwo czasu. Zatem jestem na tyle doświadczony/stary, aby przekazać wam tę oto życiową refleksję: moi rodzice nie chcieli na siłę robić ze mnie geniusza, ale chcieli, żebym miał nieco lżej w przyszłości.

Oczywiście, „takie był czasy” tj. kiedy oceny na świadectwie miały duże znaczenie podczas rekrutacji na uczelnię, a dyplom z wysoką średnią gwarantował dobry start w dorosłe życie i dobrze płatną pracę. Na moje nieszczęście, jakoś w trakcie mojej edukacji pracodawcy powoli przestali zwracać uwagę na papierek, a zamiast tego patrzyli na dotychczasowe życiowe osiągnięcia kandydata, cokolwiek by to nie znaczyło.

Opisany wyżej przypadek – mój przypadek – jasno pokazuje, że niezbadane są nasze losy. Nie mogę zatem odpowiedzieć na pytanie, czy moje życie wyglądałoby inaczej, gdyby moi rodzice postąpili podobnie, jak ojciec Hakanssona, bo po prostu tego nie wiem. Tak samo jak nie wiem, co się stanie za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Może ów chłopak stanie się mistrzem świata. Może zarobi kupę kasy. Może wprowadzą zasady, że będzie potrzeba wyższego wykształcenia, żeby zapisać się na turniej. Może e-sport przestanie być opłacalny. Może Overwatch nie będzie już topową grą na turniejach.

A może to wszystko kolektywnie pieprznie.

Czy żałuję, że nie poszedłem w tym kierunku, co Hakanssona? Logika nakazuje myśleć, że tak. Jednak patrząc na to z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że tak naprawdę nie bardzo mam co żałować. Decyzja o zostaniu profesjonalnym e-sportowcem wiązałaby się z ciągłymi treningami i przesiadywaniem non-stop przed monitorem i przy jednej grze. Zamiast tego wolałem kontynuować swoją naukę, grać w to, co lubię i przy okazji rozwijać się w innych dziedzinach, które mnie jarają. Gry są fajne i dla wielu to sposób na życie, ale warto też znać się na czymś innym. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy taka wiedza się przyda.