Wiwat rok 2018! Wiwat najlepsza gra na świecie!

W jaki sposób można świętować koniec 2018 roku? Wspominając najlepszą grę, jaka kiedykolwiek powstała, 20 lat po jej premierze!

Miałem chyba 8 czy 9 lat, kiedy Suikoden II pojawił się na naszej półce z grami na „szaraka”. Nie pamiętam tylko, w jakich okolicznościach i kto sprawił nam ten prezent. Pamiętam za to, że mieliśmy numer „PSX Extreme” z recenzją Suikoden II, a potem wydanie z solucją i ciekawostkami z gry. Wśród nich była ta najważniejsza: motyw przewodni został w całości zagrany przez Warszawską Orkiestrę Filharmonii!

Pierwszy raz w Suikoden II zagrał mój brat (stąd też liczba mnoga na początku wpisu). Ja z kolei, jak przystało na młodszego brata, zza ramienia przyglądałem się temu, jak sobie radził. Jako gówniarz, który język angielski opanował na poziomie „yes”, „no” i „fuck”, nie rozumiałem dialogów. Ale za to byłem pod dużym wrażeniem wyglądu miejscówek, postaci, ich animacji w tracie scenek przerywnikowych i podczas walk. O tym, jak wspaniale brzmiała muzyka w grze niech świadczy fakt, że album z soundtrackiem towarzyszył mi na każdym odtwarzaczu MP3, jaki posiadałem i mam go po dziś dzień na swoim telefonie. Niedawno otrzymałem niebywałą okazję napisania recenzji całego albumu.

Po latach, kiedy w końcu usiadłem z padem w ręku do Suikoden II, mogłem poznać prawdziwy powód, dla którego ta gra jest tak wyjątkowa. Otóż kluczem sukcesu gry Konami jest – werble! – fabuła.

Suikoden II to coś więcej, niż kolejne jRPG o ratowaniu świata, którego oś fabuły stanowi historia z cyklu „od zera do bohatera”. To przede wszystkim dojrzała opowieść o wojnie i o tym, jaki ona ma wpływ na obie strony konfliktu. Zarówno główny bohater, jak i inne osoby, które poznaje w trakcie wędrówki, to bardzo niejednoznaczne postacie z krwi i kości, dręczone przez wewnętrzne konflikty i niekiedy zmuszone zakwestionować dotychczasowe autorytety. Wystarczy wczytać się w prowadzone między nimi dialogi, aby zobaczyć, że nieobce im są takie kwestie, jak miłość, przyjaźń, zaufanie, honor, a nawet zdrada. Z kolei takie elementy, jak walka ze zbrodniarzem Lucą Blight i jego pomagierami, wampirem Neclordem, rozbudowa własnego zamku, rekrutowanie 108 Gwiazd Przeznaczenia czy taktyczne bitwy niczym nici łączą wszystko zgrabnie w jedną całość, sprawiając, że w tym płótnie trudno doszukiwać się jakichkolwiek dziur. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że Suikoden II był „Grą o Tron”, zanim „Gra o Tron”.

Moja przygoda z Suikodenem II trwa nieprzerwanie od 20 lat. W tym czasie grę przeszedłem 25 razy. Zajrzałem w każdy kąt i zakamarek, rozmawiałem z każdym napotkanym NPC i nauczyłem się na pamięć wszystkich kluczowych dialogów. Ktoś mógłby powiedzieć, że to ogromna strata czasu i zwykła głupota. Może. Jednak zawsze, kiedy nadarza się taka okazja, by odpalić tę grę, korzystam z niej bez żadnego namysłu. Przez niemal całe życie wyznawałem zasadę, że jeśli dana gra jest naprawdę dobra, to zagrać w nią mniej niż trzy razy, to po prostu zbrodnia. Idąc tym tokiem rozumowania z ręką na sercu jestem w stanie powiedzieć, że Suikoden II jest grą wybitną. I strata czasu z nią to najlepsze, co mi się przytrafiło.

Wszystkiego najlepszego z okazji 20-lecia Suikoden II! A także wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Źródło: Kotaku.com