N-owość co telefonów nie zawojowała

W tym miejscu miał się pojawić wpis o problemach CD Projektu z crunchem przy Cyberpunku. Ostatecznie uznałem, że o lichym zarządzaniu w rodzimej firmie rozpisałem się wystarczająco dużo na Twitterze, a także swego czasu na blogu, stąd trudno mi napisać na ten temat nowego. Mogę zatem jedynie czekać na dalszy rozwój wydarzeń, albo na kolejny tekst Jasona Schreiera o tym, co się dzieje wewnątrz CDP.

Jednocześnie uznałem, że komentowanie bieżących wydarzeń lepiej mi wychodzi na żywo w szybkim medium, jakim jest Twitter, niż na statycznym blogu. Dlatego też postanowiłem, że na blogu skupię się przede wszystkim na tym, co wychodziło mi do tej pory chyba najlepiej: zagłębię się w przeszłości aby wydedukować, jak będzie wyglądała przyszłość. Taki powrót do korzeni bloga dobrze mi zrobi. Zwłaszcza, jeśli ten pierwszy wpis po zmianach będzie o… telefonach komórkowych.

Telefony są wszędzie. Najwięcej widzę je w środkach komunikacji miejskiej – wszyscy pasażerowie wpatrzeni w ekrany, szukający jedna cholera raczy wiedzieć, co konkretnie. Nie będę udawał, że jestem lepszy, mądrzejszy, i że płynę pod prąd, bo żadna z tych rzeczy nie jest prawdziwa. Sam jadąc z jednej stacji na drugą gapię się w ekran i czytam zaległe wiadomości. Więc nie zamierzam udawać, że pod tym względem jestem inny, narzekając na to, jak wszyscy są oderwani od rzeczywistości i z sobą nie rozmawiają.

Podczas jednej takiej przejażdżki zauważyłem coś niesamowitego. Niejednokrotnie kątem oka widziałem, jak ktoś na swoim telefonie grał w grę. Zwykle był to Heartstone, Football Manager, albo jakiś puzzler. Ale wtedy widziałem człowieka, który umilał sobie podróż grając na N-Gage. Myślałem, że ten telefon umarł tak samo szybko, jak się tylko pojawił. A tu taka niespodzianka.

Pierwszy raz o N-Gage przeczytałem w jednym z periodyków gamingowych, a nieco później bodaj w „Click!” zobaczyłem tego reklamę. Byłem zachwycony! Telefon i przy okazji przenośna konsola? I mogłem sobie zagrać w duże tytuły, jak Tomb Raider czy inne Medal of Honor, a nie w kolejne czarno-białe popierdółki, które kupowało się na kody w gazetach? Panie, bierę! To znaczy brałbym, gdyby nie cena tego ustrojstwa. Jako nastolatek bez pracy i perspektyw na lepszą przyszłość nie mogłem sobie pozwolić na taki wydatek.

Z mojego niewielkiego kręgu znajomych znałem tylko jedną osobę, która miała N-Gage. Znacie zapewne ten typ osoby: synek rodziców z górą pieniędzy. Na szczęście nie miał w zwyczaju wywyższać się nad innymi i dało się go lubić. Ale wracając do N-Gage. Kolega wyniósł go kiedyś na podwórko, żebyśmy mogli podotykać i na najgorętszej nowince technologicznej. Kiedy przyszła moja kolej radość, która widniała wtedy na mojej twarzy zniknęła może po minucie lub dwóch od momentu odpalenia na niej pierwszej gry – Tomb Raider. Powiedzieć, że grafika i sterowanie w tej grze było umowne to tak, jakby powiedzieć, że Titanic tylko trochę się zanurzył. A to dopiero początek.

Im dłużej trzymałem N-Gage w ręku, tym lepiej poznawałem telefonokonsolkę od tej technicznej strony. Myślałem, że poza pionowym ekranem nic mnie nie zdziwi. A tu taka niespodzianka: konieczność wyjmowania baterii, żeby odpalić nową grę, trzymanie telefonu w dziwnej pozycji w trakcie rozmowy, nieproporcjonalny (i mega niewygodny) układ klawiszy na obudowie… Te i inne wady sprawiły, że moje zdanie o N-Gage w stosunku do zachwytu sprzed premiery zmieniło się o 180 stopni.

Od tamtej pory bez jakiegokolwiek uczucia śledziłem newsy związane ze sprzętem Nokii, od wypuszczenia nowej, lepszej wersji N-Gage (choć z pewnymi wyrzeczeniami np. lepszy układ przycisków w zamian za brak możliwości odtwarzania mp3 itp.), aż do powolnej śmierci spowodowanej nie tylko nieprzemyślanymi rozwiązaniami N-Gage, ale też lichą biblioteką gier i wciąż dominującą pozycją Nintendo na rynku handheldów.

Widząc w metrze tego człowieka z N-Gage w ręku można powiedzieć, że każdy gracz na swój własny sposób zachował sprzęt Nokii w pamięci. Dla tego gościa w metrze to pewnie coś w rodzaju sentymentalnej podróży do przeszłości. Dla mnie była to porażka w najczystszej postaci i jeden wielki zawód na Nokii, która była dla mnie symbolem jakości w dziedzinie telefonów komórkowych. I nawet moje uwielbienie dla retro w jakiejkolwiek postaci nie wymaże tego obrazu.