Nie zaskoczy

Długo nie pisałem. A to dlatego, że po ciężkim okresie w pracy (bywały momenty, kiedy spałem idąc na autobus czy pociąg) wziąłem sobie dwa tygodnie urlopu, z dala od klawiatury. Leżałem odłogiem na łóżku, spędzając mnóstwo czasu na książkach, filmach, no i oczywiście na grach. Wbrew trendom nie ogrywałem nowości („o, wychodzi gra, na którą czekałem. L4, hehe), ale zająłem się starociami z mojej kupy wstydu. I to sprawiło mi znacznie większą frajdę, niż ogarnianie gorących tytułów.

Zabrzmi to może dziwnie z ust kogoś, kto z grami spędził zdecydowaną większość swojego życia, ale należę do tej grupy osób, które niezwykle rzadko grają w głośne tytuły w dniu premiery lub chwilę po. W ciągu ostatnich 12 miesięcy takich sytuacji mogę policzyć na palcach jednej ręki. Na teraz z pamięci wymienić mogę Death Stranding, Tony Hawk Pro Skater 1+2, Paper Mario: Origami King, a ostatnio kolekcja Mario na 35-lecie.

Przeważnie siedzę nad grami, które mają już trochę lat na karku. I tak, kiedy gro moich znajomych ciśnie w Ghost of Tsushima ja robię przewrotki w Super Mario 64. Oni mówią Total War Saga: Troy, a ja Wrota Baldura. Wasteland 3? Ja preferuję Earthbound. Starocie, remastery, remake’i. I tak w kółko.

Ale nie narzekam. Bo im dłużej patrzę na kalendarz premier, im więcej nowości pojawia się na horyzoncie, tym mniej mnie to wszystko jara. Owszem, wśród nich znajdzie się może jeszcze parę gier, na które naprawdę czekam, ale przeważnie należą one do grupy innowacyjnych indyków (polecam np. Before We Leave) lub kontynuacji znanych mi serii (w końcu usiadłem na spokojnie do GTA V, który został wydany… 7 lat temu). Bo mówiąc wprost, mało wychodzi dzisiaj nowych gier, które są w stanie mnie czymś zaskoczyć.

Już od dłuższego czasu odnoszę wrażenie, że producenci gier, a w szczególności AAA, dostarczają w gruncie rzeczy te same produkty, tylko ubrane w inne szaty. FPS-y są tego dobrym przykładem. Moim zdaniem od czasu Doom gatunek ten rozwinął się w bardzo niewielkim stopniu. Dlatego każda zapowiedź kolejnej strzelanki (a te wychodzą co roku w ilości hurtowej) spotyka się z mojej strony brakiem reakcji.

Już czas jakiś temu doszedłem do wniosku, że zamiast usilnie ganiać za nowinkami będę przechodzić na spokojnie te gry, które wyszły znacznie wcześnie. Czerpię z tego zdecydowanie większy fun niż z konieczności pilnowania kalendarza premier. No i dzięki temu mam więcej materiałów do pisania na bloga. 😉