9 generacja musi na mnie zaczekać

Piszę te słowa dosłownie chwilę po premierze PlayStation 5 i Xbox Series X/S. Niemal wszyscy moi znajomi złożyli zamówienia na konsole sekundy od uruchomienia przez sklepy preorderów. Ja ze swoim zamówieniem postanowiłem się wstrzymać. Tak z rok co najmniej.

Swoją decyzję argumentuję przede wszystkim doświadczeniem z poprzednich generacji. Zawsze, ale to zawsze było tak, że po zakupie konsoli, która ledwo co zeszła z taśmy produkcyjnej miała swoje niedociągnięcia i wady, albo pewne kluczowe jej usługi nie działały do końca sprawnie (albo w ogóle). Naiwnie było więc myślenie, że tym razem będzie inaczej.

Pierwszy poważny sygnał, że z nowymi konsolami jest coś nie tak, pojawił się jeszcze przed trafieniem ich do magazynów sklepów. Głośno było bowiem o przypadku kolegi Patryka Fejfera, do którego zadzwonił przedstawiciel sklepu x-kom i powiadomił go o opóźnieniu dostawy PS5. Powód? Wadliwa płyta główna. Oof.

Kiedy afera rozniosła się po sieci, do akcji weszło samo x-kom, żeby ostatecznie wyjaśnić, że pracownik popełnił błąd, informując o wadzie technicznej konsoli. Więc szczęśliwe zakończenie? No, nie do końca. Bo fakt, wada nie została stwierdzona, ale i tak do opóźnienia dostaw PS5 dojdzie. Tym samym klienci x-kom klienci będą musieli poczekać na swoje zamówienia do 2021 roku. Bajzel.

Ale żeby nie było, że tylko Polacy czują się poszkodowani, w Stanach Zjednoczonych i Australii, gdzie PS5 trafiło na czas, gracze skarżą się na szereg usterek, które uniemożliwiają swobodną grę, m.in. zawieszenie systemu.

Po drugiej stronie znalazł się Xbox Series oraz problem z… dymiącą się konsolą. Arek Adamowicz w rozmowie z Instalki.pl tak relacjonował swoją przygodę z nową konsolą Microsoftu:

Pograł na nowej konsoli ok. dwóch godzin. Później pozostawił ją włączoną, jednak w pewnym momencie usłyszał dźwięk przypominający gotującą się wodę. W reakcji wyłączył sprzęt. Następnego dnia ponownie uruchomił konsolę, ale znów pojawił się nietypowy odgłos. Tym razem wraz z dymem wydobywającym się z górnej części konsoli.

Oczywiście internet zareagował po swojemu – użytkownicy wykorzystali tę historię, żeby pożartować (m.in. używając do tego e-papierosów). Byli też i tacy, którzy tłumaczyli, że konsola musi „ostygnąć” po wyjściu z chłodnego magazynu i dostosować się do temperatury pokojowej, żeby nie doszło faktycznie do zwarcia. Microsoft początkowo również bagatelizowało sprawę (Xbox Polska trochę z tego pośmieszkowało na Twitterze). Jednak potem okazało się, że dla części użytkowników problem jest realny. W przypadku Arka Microsoft obiecało wymianę uszkodzonego sprzętu, zaś do pozostałych zaapelowano o kontakt z obsługą techniczną.

Kolejny powód, dla którego jest za wcześnie na przyjęcie w moich skromnych prograch następnej generacji konsol, jest to, że poprzednia generacja jeszcze się dla mnie nie skończyła. Spoglądam na swoją bibliotekę gier i schowaną za nią ogromną kupę wstydu i dochodzę do wniosku, że przejście wszystkiego zajmie mi co najmniej rok. A i tak mam wrażenie, że ta kupa jeszcze wzrośnie. Także kolejna konsola w domu na tę chwilę jest mi zupełnie niepotrzebna.

Oczywiście biorę pod uwagę jeden wyjątek: praca na Gamemusic.pl wymaga ode mnie tego, żeby być na bieżąco z nowinkami w świecie gamingu. Więc jeśli będzie trzeba, to się ugnę i ugoszczę u siebie PS5. Ale prywatnie nawet nowy Spider-Man to zdecydowanie za mało, żeby mnie przekonać.