Jaka jest różnica pomiędzy piraceniem gry za 200 zł a piraceniem gry za 20 zł?

W zaledwie kilka godzin od ogólnoświatowej premiery Cyberpunk 2077 ktoś w internecie obwieścił (zapewne z uśmiechem na ustach), że udało się scrackować grę. Radości nie było końca. Przez chwilę nie mogłem zrozumieć, jak ludzie, którzy wydali gruby hajs na PC, który pociągnąłby Cybera na najwyższych wymaganiach, cieszą się z tego, że nie wyłożyli tych marnych 200 zł na nową grę. Choć gdyby się nad tym bardziej zastanowić, to na długiej osi czasu growego cebulactwa znaleźć można nie takie historie.

W 2004 roku, kiedy cały świat czekał na drugą odsłonę Half-Life i na trzecią Doom, ekipa z polskiego studia People Can Fly nie próżnowała, wydając na świat Painkillera. Pamiętam, że byłem bardzo podjarany tytułem, kiedy zobaczyłem urywki gameplay’u na Hyperze (szczególnie w pamięci zapadła mi scena z olbrzymem, którego widzicie na screenie). A jeszcze bardziej, kiedy dorwałem demo, które pozwalało przejść aż trzy dosyć długie poziomy.

A teraz najlepsze: grę można było kupić w kiosku za 19,90 zł. Nie w promocji, nie jako używaną – to była pełna cena gry w dniu premiery! Zajebisty tytuł dostępny na każdą kieszeń? Bierę!

Ale najwyraźniej 19,90 zł to dla niektórych nadal było zdecydowanie za dużo. Uwierzcie lub nie, ale znaleźli się tacy, którzy mimo bardzo niskiej ceny postanowili ściągnąć grę z torrentów. 20 złotych pożałowali na coś, co normalnie w sklepie kosztowałoby 10 razy tyle… Na szczęście były to bardzo nieliczne jednostki. Dziś mówi się, że gra rozeszła się w ok. 300 tys. egzemplarzy, co jak na tamte czasy było niebywałym sukcesem.

Kilka lat później widziałem na 9gag taką sytuację: ktoś wrzucił obrazek z GTA V z tytułem „Panie i Panowie, GTA V zostało scrackowane!”. Reakcja ludzi była taka, że zgnoili autora wpisu komentarzami w stylu „kupiłeś kompa za kilka tysięcy, a żal ci było wydać kilkadziesiąt dolarów na grę? No gratuluję, masz cię czym chwalić…”. Reakcja słuszna, choć i w tym przypadku znaleźli się tacy, którzy skorzystali z sytuacji i piracką grę zainstalowali. Czy Rockstar na tym stracił? Oczywiście. Każda piracka kopia to strata dla developera, niezależnie czy jest to duże studio jak wspomniany Rockstar, czy niewielka firma pokroju People Can Fly.

Kiedy piszę te słowa, CDP RED chwali się, że w przedsprzedaży zamówiono 8 milionów egzemplarzy Cyberpunka. To oznacza, że w ciągu niespełna dwóch dni zwrócił się cały nakład środków, jaki przeznaczono na wyprodukowanie gry. Jestem zatem spokojny o finansową przyszłość wszystkich, którzy pracowali nad tytułem, nawet jeśli znalazła się niewielka grupka, która cwaniactwo ma we krwi. Choć dobrze by było, gdyby ci ludzie nie robili siary i grę kupili. Kasę przecie mają…