Trzymajcie się w tym cedepie!

Czy możemy na chwilę przestać wynosić CD Projekt RED na piedestał, krzycząc, że jest to najlepsza firma gamedevowa na świecie, i wrócimy na chwilę na ziemię? Bo sytuacja robi się dość poważna, a stracą na niej najpewniej ci, którzy oberwą rykoszetem.

Nie dalej jak trzy lata temu popełniłem na blogu wpis, w którym rozprawiałem się z problemem crunchu w CDPR przy Cyberpunk 2077. Rok później we wpisie dotyczącym premiery Red Dead Redemption 2 i towarzyszącemu mu mega crunchu polemizowałem sam ze sobą w kwestii tego, czy „kupić grę i pokazać, jak bardzo szanuje się i docenia czyjąś bardzo ciężką pracę, albo ogłosić bojkot wobec pracodawcy wykorzystującego pracowników”. To samo pytanie w kontekście Cyberpunka powróciło do mnie w styczniu tego roku. I widać, że po upływie 12 miesięcy wciąż jest ono aktualne.

Chyba wszyscy spodziewaliśmy się szumu, jaki wywoła gra, ale nikt nie przypuszczał, że od momentu premiery sprawy przybiorą zły obrót. W momencie, kiedy tworzę tę notkę, docierają do mnie informacje o tym, że inwestorzy przygotowują co najmniej dwa pozwy zbiorowe przeciwko CD Projekt. Powód? Straty poniesione przez akcjonariuszy po premierze gry. Business Insider Polska przyjrzało się jednemu z pozwów, w którym firma jest oskarżana o „niezgodną ze stanem faktycznym, postawę zarządu – vide informacje o tym, iż gra jest gotowa – przy uwzględnieniu kilkukrotnych opóźnień premiery, a także oświadczeń, w których wspomniany zarząd przyznaje się, iż nie dochował należytej staranności w przedmiocie opracowania gry na platformę PS4”.

Trochę trudno im się nie dziwić. Wszak wartość akcji spółki spadły o niemal 40 proc., a gra jest w rozsypce (zwłaszcza wersje na konsole jeszcze obecnej generacji). Choć jeszcze w styczniu współzałożyciel studia Marcin Iwiński i szef studia Adam Badowski przekonywali w komunikacie:

Gra jest kompletna i można ją przejść od początku do końca, czeka nas jednak jeszcze wiele pracy. Night City jest ogromne, zróżnicowane i pełne przygód; biorąc pod uwagę jego skalę i złożoność uznaliśmy, że potrzebujemy więcej czasu, aby zakończyć testowanie, usunąć usterki i nadać grze ostateczny szlif. Chcemy, aby Cyberpunk 2077 był ukoronowaniem naszej pracy na obecnej generacji konsol. Dzisiejsza decyzja da nam kilka cennych miesięcy, których potrzebujemy, by gra mogła zasłużyć na miano doskonałej

Również gracze są niezadowoleni z jakości, co także jest całkiem zrozumiałe – obiecywano im liczne cuda na kiju, a to, co dostali, w większości jest materiałem na memy.

Jednak najbardziej w całej tej wrzawie żal mi ludzi. Żal mi tych pasjonatów i mega uzdolnionych ludzi, którzy poświęcili czas i energię na stworzenie dzieła swojego życia najwyższej jakości. I to wszystko zostało zaprzepaszczone przez złe zarządzanie.

Jak już wcześniej wspomniałem, sytuacja w CDPR nie była różowa. Ale jak się potem okazało, crunch (który początkowo był „obligatoryjny”, a potem zarządzono 6-dniowy tydzień pracy) to był najmniejszy problem. Jak doniósł kilka dni temu Bloomberg, przy okazji spotkania zarządu z devami doszło między nimi do mocnego spięcia. Pracownicy wprost oskarżali zarząd o kłamstwo i hipokryzję. Na jaw zaczęły wychodzić nieprzyjemne rzeczy, które działy się za murami firmy, w tym m.in. brak przejrzystości podejmowanych decyzji, no i przede wszystkim – do czego zresztą przyznały same tęgie głowy CDP – zbytnie skoncentrowanie się na wydaniu gry niż jej szlifowaniu. Efekt jest taki, że budowana od lat reputacja firmy, która do tej pory opierała się na „wysokich standardach” i przejrzystości została mocno nadszarpnięta.

Przyprawia mnie o smutek na samą myśl o tym, że ludzie, którzy pracowali nad Cyberpunkiem, poświęcili temu projektowi kawał życia. A teraz dłubią w pocie czoła nad kolejnymi poprawkami do gry, żeby ta się nie wykrzaczała w najmniej odpowiednim momencie. A wystarczyło tak naprawdę przenieść po raz kolejny premierę, albo wstrzymać wydanie wersji konsolowych i wypuścić tylko na PC. Fakt, gracze byliby wkurzeni, ale to niewielka cena za doprowadzenie gry do użyteczności w dniu jej premiery. Zwłaszcza że, jak przyznało samo CDP w rozmowach z inwestorami, firma nie odczuwała żadnej dodatkowej presji, aby wypuścić Cyberpunk 10 grudnia.

Mleko się rozlało. Sytuacja jest napięta i coś czuję, że w najbliższych tygodniach raczej się nie poprawi. Poprawki będą wychodzić, a gra za kilka miesięcy będzie w pełni grywalna i pozbawiona co większych błędów. Osobiście jednak liczę na to, że sprawa z Cyberpunk 2077 będzie podstawą do dyskusji odnośnie sytuacji w branży np. pod kątem relacji na linii zarząd-pracownicy.

Najbardziej jednak martwi mnie sytuacja developerów. Jak wspomniałem na początku, to pasjonaci i niezwykle uzdolnieni ludzie, których zapał malał z każdym upływającym miesiącem solidnego „nieobowiązkowego” crunchu. Nie mam pojęcia, jak wygląda obecnie sytuacja w środku. Mogę się jedynie domyślać, że nastroje w zespole są dalekie od dobrych. Tym, którzy zostali na swoich miejscach i chcą doprowadzić SWOJE dzieło do samego końca mówię: trzymajcie się w tym cedepie i powodzenia!